OPIS
Mniejsze zło to opowiadanie wchodzące w skład zbioru „Ostatnie życzenie”. Jest to mroczne opowiadanie, w którym Geralt konfrontuje się z postacią Renfri z Creyden, zmuszony do wyboru między dwiema tragicznymi możliwościami. Historia ta dogłębnie eksploruje dylemat moralny wiedźmina oraz genezę jego przydomka „Rzeźnik z Blaviken”, wynikającego z brutalnego starcia, którego nie udało mu się uniknąć. Fabuła ilustruje cynizm świata, w którym próba zachowania neutralności często prowadzi do tragicznych konsekwencji, a pojęcie dobra i zła staje się relatywne. Jest to jeden z najważniejszych tekstów kształtujących filozofię Geralta oraz jego sceptyczne podejście do ingerowania w ludzkie konflikty.
STRESZCZENIE KRÓTKIE
Wiedźmin Geralt z Rivii przybywa do miasteczka Blaviken, gdzie zostaje wciągnięty w krwawy konflikt pomiędzy czarodziejem Stregoborem a mściwą księżniczką Renfri. Obie strony sporu bezskutecznie próbują skłonić Geralta do zgładzenia rywala, usprawiedliwiając to koniecznością wyboru mniejszego zła. Wiedźmin stanowczo odmawia udziału w osobistych porachunkach, lecz zmienia decyzję, gdy uświadamia sobie, że banda dziewczyny planuje krwawy zamach na bezbronnych ludzi podczas jarmarku, aby w ten sposób wywabić maga z bezpiecznej wieży. Aby zapobiec rzezi niewinnych, Geralt samotnie staje do walki na rynku i zabija wszystkich napastników, w tym samą Renfri. Jego desperacki czyn zostaje jednak zupełnie opacznie zrozumiany przez przerażonych mieszkańców oraz wójta Caldemeyna, którzy widzą w nim jedynie brutalnego mordercę i na zawsze wypędzają go z miasteczka.
STRESZCZENIE SZCZEGÓŁOWE
ROZDZIAŁ 1
Wiedźmin Geralt wjeżdża powoli do miasteczka Blaviken, nie starając się wyprzedzać wozu z sianem, który tarasuje wąską uliczkę. Jako pierwsze zwracają na niego uwagę zwierzęta oraz dzieci. Pręgowaty kocur śpiący na nagrzanym słońcem sągu drewna drga, unosi okrągłą głowę, kładzie uszy, parska i ucieka w pokrzywy. Trzyletni Dragomir, który jest synem rybaka Trigli, siedzi na progu chałupy i brudzi swoją koszulę, po czym zaczyna głośno płakać, wpatrując się w przejeżdżającego jeźdźca. Za wiedźminem podąża objuczony osioł uwiązany do łęku siodła, który co chwilę mocno napina postronek i wyciąga szyję. Szarobiały bok osła pokrywają czarne smugi zakrzepłej krwi, a na grzbiecie niesie on spory kształt owinięty w derkę. Gdy wóz z sianem ostatecznie skręca w boczną uliczkę prowadzącą do spichlerza i przystani, skąd wieje bryzą, smołą oraz wolim moczem, Geralt przyspiesza. Wiedźmin ignoruje stłumiony krzyk handlarki warzyw, która zauważa kościstą, szponiastą łapę potwora wystającą spod derki i podrygującą w rytm truchtu. Nie ogląda się także na rosnący i podekscytowany tłum ludzi podążający za nim.
Geralt dociera przed dom wójta, gdzie znajduje się wiele wozów. Zeskakuje z siodła, poprawia miecz na plecach i przerzuca uzdę przez drewnianą barierkę, podczas gdy zgromadzony tłum tworzy półkole wokół osła. Już przed wejściem słychać głośne krzyki wójta Caldemeyna. Mały, pękaty i poczerwieniały z gniewu urzędnik kłóci się z wieśniakiem, który trzyma szamoczącą się gęś i próbuje wręczyć ją jako łapówkę, ponieważ słyszał, że należy coś podarować wielmożnemu panu. Wójt ostro zaprzecza braniu łapówek i wyrzuca chłopa z izby. Następnie dostrzega Geralta, wita się z nim serdecznie poprzez uścisk dłoni oraz poklepanie po ramieniu i zauważa, że wiedźmina nie było w okolicy przez około dwa lata. Caldemeyn zaprasza go do siadania, zamawia piwo i wspomina o panującym zamieszaniu wywołanym jutrzejszym jarmarkiem. Geralt proponuje jednak, aby najpierw wyszli na zewnątrz.
Na zewnątrz budynku tłum gapiów podwoił swoją liczebność, lecz wolna przestrzeń wokół osła nie uległa zmniejszeniu. Gdy Geralt odrzuca derkę, tłum reaguje głośnym westchnieniem i cofa się ze strachu. Wójt z zaskoczenia szeroko otwiera usta, pytając o to, co widzi. Geralt wyjaśnia, że to kikimora, i pyta o ewentualną nagrodę za jej zgładzenie. Caldemeyn przygląda się pająkowatemu kształtowi pokrytemu zeschłą czarną skórą, szklistemu oku z pionową źrenicą oraz igłowatym kłom w zakrwawionej paszczy. Wiedźmin informuje, że zabił stwora na mokradłach przy grobli, około czterech mil przed miasteczkiem, dodając, że na tych bagnach musieli ginąć ludzie oraz dzieci. Wójt przyznaje, że w tamtej okolicy rzeczywiście przepadło kilka osób, choć nikt nie podejrzewał obecności takiego potwora. Caldemeyn rozkazuje ludziom wracać do domów oraz do pracy, a Geraltowi każe zakryć ciało, ponieważ zaczynają się do niego zlatywać muchy.
Po powrocie do izby wójt wypija duszkiem cały garniec piwa i ze smutkiem oznajmia, że za kikimorę nie ma żadnej nagrody, ponieważ nikt nie wiedział o jej istnieniu w słonych bagnach. Pyta Geralta, dlaczego nie podróżował głównym traktem, na co wiedźmin odpowiada, że na głównych drogach trudno mu znaleźć jakikolwiek zarobek. Caldemeyn zauważa, że okolica była dotąd bardzo spokojna, a jedynym problemem były skrzaty, które rzadko sikały kobietom do mleka. Wójt dziękuje wiedźminowi za pomoc, lecz przyznaje, że nie ma funduszy na zapłatę. Geralt stwierdzeń, że to pech, ponieważ potrzebuje pieniędzy na przezimowanie. Planuje udać się do Yspaden, ale obawia się, że nadchodzące śniegi mogą zasypać drogi i zmusić go do utknięcia w jednym z grodków wzdłuż traktu lutońskiego.
Wójt pyta Geralta, jak długo zamierza zostać w Blaviken, na co ten odpowiada, że krótko, ponieważ idzie zima. Caldemeyn oferuje mu gościnę w wolnej izbie na swoim stryszku, aby uchronić go przed złodziejskimi opłatami u karczmarzy. Wiedźmin chętnie przyjmuje propozycję, lecz wyraża obawę o reakcję Libusze, żony wójta, która podczas poprzedniej wizyty okazywała mu niechęć. Caldemeyn zapewnia, że w jego domu kobiety nie mają głosu, ale prosi Geralta, aby nie powtarzał zachowania z ostatniej kolacji. Chodzi o sytuację, w której wiedźmin rzucił widelcem w szczura i trafił go, mimo że w pomieszczeniu panowały całkowite ciemności. Geralt tłumaczy, że uważał to za zabawne, a wójt zgadza się z tym, lecz prosi o unikanie takich żartów przy żonie.
Caldemeyn pyta następnie o dalsze losy kikimory, a Geralt odpowiada, że skoro nie ma nagrody, można ją wrzucić do gnojówki. Wójt wzywa strażników miejskich o imionach Karelka, Borg oraz Nosikamyk. Do pokoju wchodzi Nosikamyk niosący partyzanę, którą głośno uderza o ościeżnicę drzwi. Otrzymuje on rozkaz zabrania osła wraz ze stworem i utopienia go w gnojówce za chlewami. Strażnik proponuje jednak, aby przed zniszczeniem truchła pokazać je Mistrzowi Irionowi, gdyż mag może uznać je za przydatne. Wójt uderza się w czoło i zgadza się z tą radą, tłumacząc Geraltowi, że miejscowy czarodziej mieszka w Blaviken od roku i często płaci rybakom za przynoszone dziwne stworzenia morskie, takie jak ośmionogi, klabatry czy kerguleny. Geralt powątpiewa w hojność maga, twierdząc, że kikimora nie nadaje się do produkcji eliksirów, a czarodzieje i wiedźmini zazwyczaj się nie lubią. Caldemeyn zapewnia, że Mistrz Irion nikomu nie urąga, a jego oględziny mogą pomóc w zabezpieczeniu bagnisk za pomocą czarów, jeśli kryje się tam więcej potworów. Geralt decyduce się podjąć ryzyko spotkania z magiem. Obaj mężczyźni postanawiają udać się do wieży czarodzieja, a wójt każe Nosikamykowi odgonić dzieci i zabrać osła na postronku, po czym szuka swojej czapki.
ROZDZIAŁ 2
Wieża Mistrza Iriona w Blaviken jest zbudowana z gładko ociosanych bloków granitu i zwieńczona zębatymi blankami, przez co góruje nad starymi dachówkami oraz strzechami okolicznych chałup. Czarodziej odnowił tę budowlę głównie za pomocą magii. Wójt Caldemeyn opisuje Iriona jako porządnego człowieka, który chętnie pomaga ludziom, ale jednocześnie jest mrukiem i odludkiem rzadko opuszczającym swoje schronienie. Na drzwiach zdobnych rozetą wisi ogromna kołatka w kształcie płaskiego łba ryby z mosiężnym kółkiem w zębach. Caldemeyn wygłasza oficjalne pozdrowienie w imieniu swoim oraz wiedźmina Geralta z Rivii. Kołatka odpowiada metalicznym głosem, twierdząc, że Mistrz Irion nie przyjmuje gości i nakazuje przybyszom odejść. Gdy odmowa następuje po raz kolejny, Geralt głośno oświadcza, że jest wiedźminem i przyniósł zabitą w pobliżu kikimorę. Zwraca uwagę, że obowiązkiem rezydenta jest dbanie o bezpieczeństwo okolicy, po czym nakazuje strażnikowi Nosikamykowi zrzucić ciało potwora pod same drzwi. W tym momencie kołatka zmienia głos na zupełnie inny, znajomy dla wiedźmina, rozpoznaje Geralta i zgadza się wpuścić wyłącznie jego. Caldemeyn żegna się z Geraltem i rozkazuje strażnikowi odciągnąć stwora do gnojówki.
Geralt przechodzi przez lekko uchylone drzwi, które natychmiast się zatrzaskują, pozostawiając go w zupełnej ciemności. Po chwili wiedźmin trafia w środek doskonałej iluzji pierwszej klasy. Znajduje się w kwitnącym na biało i różowo sadzie pachnącym deszczem, nad którym rozciąga się tęcza łącząca drzewa z błękitnymi górami, a pośród malw stoi mały domek, podczas gdy Geralt stoi po kolana w macierzance. W sadzie przemieszcza się całkowicie naga, jasnowłosa dziewczyna niosąca kosz pełen jabłek. Gospodarzem okazuje się Stregobor, który jako jedyny znany wiedźminowi czarodziej wygląda dokładnie tak, jak nakazują powszechne wyobrażenia, ponieważ jest wysoki, chudy, zgarbiony, ma krzaczaste siwe brwi, długi zakrzywiony nos, czarną powłóczystą szatę z szerokimi rękawami oraz długi posoch z kryształową gałką. Mężczyźni siadają w wiklinowych fotelach na ganku przy marmurowym stoliku. Stregobor potwierdza, że całe otoczenie wraz z dziewczyną to iluzja, w której jednak kwiaty pachną, jabłka można jeść, a pszczoły mogą użądlić. Czarodziej pyta Geralta o powód wizyty i dziwi się spotkaniu, przypominając, że dawniej mieszkał w podobnej wieży w Kovirze. Wyjaśnia, że przybrał imię Mistrza Iriona, twórcy wieży zmarłego dwieście lat wcześniej, aby go uczcić. Jako rezydent Blaviken pomaga mieszkańcom żyjącym z morza poprzez kontrolowanie pogody, uciszanie lub wywoływanie sztormów oraz sprowadzanie ławic witlinków i dorszy przy pomocy zachodniego wiatru.
Stregobor ponuro wyznaje, że ucieka przed potworną istotą, która odnalazła go i spróbuje go zamordować jutro lub najdalej pojutrze. Geralt reaguje na to beznamiętnie, tłumacząc, że podczas swoich podróży przywykł do powszechnego widoku śmierci, zabójstw o miedzę, wisielców, zbójców, trupów w rynsztokach oraz otruć na dworach, więc groźba wisząca nad magiem nie robi na nim wrażenia. Czarodziej ma o to pretensje, przypominając ich ostatnie spotkanie na dworze króla Idiego w Kovirze. Geralt przyszedł wówczas po zapłatę za zabicie amfisbeny, lecz Stregobor wraz z czarodziejem Zavistem nazwali go publicznie szarlatanem, machiną do mordowania oraz ścierwojadem, przez co król nie zapłacił wiedźminowi i dał mu jedynie dwanaście godzin na opuszczenie kraju. Stregobor prosi o wysłuchanie i pyta Geralta, czy słyszał o Przekleństwie Czarnego Słońca, znanym także jako Mania Obłąkanego Eltibalda. Mag Eltibald odczytał dawne napisy na menhirach Dauków, płytach nagrobnych Wożgorów oraz legendy bobołaków, które głosiły, że zaćmienie słońca zwiastuje powrót Lilit, czczonej na Wschodzie jako Niya, oraz całkowitą zagładę ludzkości, którą ma utorować sześćdziesiąt dziewcząt w złotych koronach napełniających rzeki krwią. Geralt uważa te przepowiednie za bzdury i pretekst Rady Czarodziejów do umocnienia władzy, niszczenia sojuszy oraz manipulowania królami. Stregobor broni teorii Eltibalda, powołując się na potworne mutacje anatomiczne u dziewcząt urodzonych po zaćmieniu. Wspomina, że brał osobiście udział w sekcji jednej z nich, podczas której wewnątrz czaszki i rdzenia odkryto czerwoną gąbkę, przemieszane narządy pokryte ruchliwymi rzęskami oraz sześciokomorowe serce z dwoma komorami w zaniku. Dodaje, że dziewczęta te cechowały się niepoczytalnym okrucieństwem, agresją i wybujałym temperamentem.
Geralt drwi z rewelacji maga i wytyka czarnoksiężnikom, że zamiast odczarowywać i pomagać mutantom, tak jak robią to wiedźmini, potężni magowie uśmiercali dziewczynki za pomocą magii wyższej oraz kapłańskiej. Dodaje, że czarodzieje przeprowadzali sekcje zwłok, a jedną z dziewczynek poddali wiwisekcji. Stregobor przyznaje, że na początku wyeliminowali kilkanaście dziewcząt, działając w obronie ludzi przed krwawą rzezią całych krain. Wyjawia również, że z powodu trudności w selekcji i popełnionych pomyłek zaprzestano zabijania na rzecz izolowania podejrzanych dziewcząt w specjalnych wieżach. Sporo z nich uciekło z pomocą zakochanych królewiczów, a te, które pozostały, szybko umierały z apatii, odmawiając jedzenia, choć przed śmiercią wykazywały dar jasnowidzenia. Jako dowody postępującej mutacji mag podaje przykłady uciekinierek, takich jak Silvena, która przejęła krwawą władzę na Naroku, Fialka, córka Eyermira, która uciekła z wieży przy pomocy sznura z warkoczy i terroryzuje Północny Velhad, oraz Bernika z Talgaru, uwolniona przez królewicza, który teraz siedzi oślepiony w lochu, podczas gdy w kraju masowo stawia się szubienice. Geralt kontruje te opowieści przykładem naturalnie okrutnego i szalonego starca Abrada z Jamurlaku, zwanego w młodości Zadrzykiecka, który każe katować ludzi przed snem, wybił krewnych i wyludnił kraj, co dowodzi, że okrucieństwo władców nie wymaga mutacji ani klątwy.
Stregobor przechodzi do opowiedzenia szczegółowej historii potwora, który mu bezpośrednio zagraża. Wszystko zaczęło się w północnym księstewku Creyden, gdzie mądra księżna Aridea, żona księcia Fredefalka, posiadała Zwierciadło Nehaleni, które bezbłędnie przepowiadało przyszłość. Artefakt przepowiedział Aridei paskudną śmierć z ręki lub winy jej pasierbicy, córki Fredefalka z pierwszego małżeństwa, urodzonej po zaćmieniu słońca. Stregobor został wysłany przez Radę do Creyden, gdzie zaobserwował, że mała dziewczynka zamęczyła kanarka, dwa szczeniaki oraz wyłupiła oko służebnicy trzonkiem grzebienia, a testy magiczne potwierdziły jej mutację. Księżna Aridea wysłała pasierbicę do lasu z łowczym, aby ją zgładził, lecz dziewczyna zabiła zbira, wbijając mu szpilkę od broszki przez ucho do mózgu, prawdopodobnie w momencie, gdy zajął się czymś innym. Dziewczynka uciekła i po czterech latach odnaleziono ją w Mahakamie, gdzie żyła z siedmioma gnomami jako rozbójniczka o przydomku Dzierzba, znana z nabijania żywych pojmanych na zaostrzone kołki. Dzierzba nauczyła się znakomicie władać mieczem i zlikwidowała wszystkich morderców nasyłanych przez Arideę. Później Aridea została otruta, książę Fredefalk zginął w dziwnym wypadku na polowaniu, a ich najstarszy syn zaginął bez wieści, o co mag podejrzewa siedemnastoletnią wówczas Dzierzbę. Po pewnym czasie Dzierzba pokłóciła się z gnomami o łupy lub kolejność nocy w tygodniu i zabiła nożem całą siódemkę. Gdy Stregobor spotkał ją osobiście, ze strachu zamknął ją w bryle kryształu górskiego o wymiarach sześć na dziewięć łokci i porzucił w szybie kopalni gnomów, zawalając wejście. Dziewczyna została jednak odczarowana przez pewnego królewicza, który wydał mnóstwo pieniędzy na kontrzaklęcie i zabrał ją do swojego wschodniego królestwa. Tam stary król próbował torturować nagą Dzierzbę na katowskiej ławie, aby wyjawić miejsce ukrycia skarbów gnomów, lecz w asyście starszego syna doszło do tragedii. Następnego dnia starszy syn rządził krajem jako sierota, a Dzierzba została jego pierwszą faworytą. Po przewrocie pałacowym dziewczyna zaczęła ścigać Stregobora, dokonując trzech zamachów w Kovirze, a następnie tropiąc go w Pontarze i Angrenie. Czarodziej twierdzi, że Dzierzba uodporniła się na magię ze względu na postępującą mutację lub posiadany artefakt. Obecnie dziewczyna dotarła do Blaviken wraz z bandą, co Stregobor zauważył za pomocą swojej różdżki i kryształu.
Stregobor uważa przybycie Geralta za przeznaczenie i prosi go o zabicie Dzierzby, oferując wysoką zapłatę w granicach rozsądku. Nazywa ją mutantem i potworem gorszym od kikimory, ponieważ kikimora zabija z głodu, a Dzierzba robi to dla przyjemności. Wiedźmin stanowczo odmawia, wyjaśniając, że za pieniądze zabija jedynie potwory zagrażające ludziom, a nie ludzi mających osobiste porachunki z magami. Radzi czarodziejowi szukać pomocy u wójta oraz straży miejskiej. Stregobor odrzuca tę radę, twierdząc, że choć jest bezpieczny w wieży, nie zamierza spędzić w niej reszty życia, czekając na śmierć, ponieważ Dzierzba nigdy nie zrezygnuje ze swojej zemsty. Wobec ponownej odmowy Geralta, czarodziej przywołuje argument wyboru mniejszego zła, jakiego magowie musieli dokonać za czasów Eltibalda. Geralt odpowiada poważnie, że zło to zło, bez względu na to, czy jest mniejsze, większe, czy średnie, ponieważ jego proporcje są umowne, a granice zatarte. Oświadcza, że jeśli ma wybierać między jednym złem a drugim, woli nie wybierać wcale. Wiedźmin wstaje, żegna się i zapowiada spotkanie jutro, na co Stregobor odpowiada sceptycznie, że nastąpi to, o ile wiedźmin zdąży.
ROZDZIAŁ 3
Akcja rozpoczyna się w Złotym Dworze, który jest reprezentacyjnym i bardzo gwarnym zajazdem w miasteczku. Zgromadzeni tam goście zajmują się typowymi dla swoich profesji oraz nacji czynnościami. Poważni kupcy kłócą się z krasnoludami o ceny towarów oraz oprocentowanie kredytu, natomiast mniej poważni kupcy szczypali w pośladki dziewczęta roznoszące piwo i kapustę z grochem. Lokalni przygłupkowie udają dobrze poinformowanych, a dziewki starają się przypodobać zamożnym klientom, jednocześnie zniechęcając tych, którzy nie mają pieniędzy. Woźnice oraz rybacy piją alkohol w ogromnych ilościach, jakby od jutra uprawa chmielu miała zostać całkowicie zakazana. W tym samym czasie żeglarze głośno śpiewają piosenkę sławiącą morskie fale, odwagę kapitanów oraz bardzo szczegółowo i malowniczo opisane wdzięki syren.
Wójt Caldemeyn przebywa w karczmie i rozmawia z karczmarzem o imieniu Setnik. Przechyla się przez kontuar, aby przebić się przez panujący hałas, i pyta o grupę składającą się z sześciu mężczyzn oraz dziewczyny. Opisuje ich jako ludzi ubranych na czarno w skórę nabijaną srebrem według nowigradzkiej mody, których wcześniej widział osobiście na rogatkach. Karczmarz, wycierając kufel w pasiasty fartuch i marszcząc wypukłe czoło, potwierdza, że grupa zatrzymała się właśnie u niego, a nie w zajeździe Pod Tuńczykiem. Setnik dodaje, że przybysze twierdzili, iż przyjechali na jarmark, wszyscy noszą przy sobie miecze, w tym również dziewczyna, a za pobyt w mniejszym alkierzu zapłacili złotem. Dowiedziawszy się o miejscu ich pobytu, Geralt postanawia udać się tam samotnie, aby nie nadawać sprawie urzędowego charakteru wobec wszystkich zgromadzonych i spokojnie przyprowadzić dziewczynę na miejsce. Caldemeyn zgadza się na takie rozwiązanie, ostrzegając jednak wiedźmina, by unikał awantury, na co Geralt obiecuje ostrożność.
Wiedźmin odsuwa sztywną i lepką od brudu kotarę zasłaniającą wejście do alkierza. Przy stole siedzi sześciu mężczyzn, lecz nie ma wśród nich dziewczyny, której się spodziewał. Pierwszy dostrzega go łysawy mężczyzna z twarzą zniekształconą dużą blizną biegnącą przez lewą brew, nasadę nosa i prawy policzek, który agresywnie pyta, czego przybysz szuka. Gdy Geralt odpowiada, że chce widzieć się z Dzierzbą, od stołu natychmiast wstają dwie jednakowe postacie. Są to bliźniacy o imionach Vyr i Nimir, którzy mają identyczne, nieruchome twarze, jasne, zmierzwione włosy sięgające ramion oraz obcisłe stroje z czarnej skóry lśniące od srebrnych ozdób. Bliźniacy synchronicznie podnoszą z ławy jednakowe miecze. Człowiek z blizną, którym jest Nohorn, uspokaja bliźniaków i nakazuje im siadać, po czym pyta Geralta, kim jest Dzierzba. W dyskusję włącza się spocony i półnagi osiłek o imieniu Piętnastka, który ma na sobie pasy przepasane na krzyż oraz kolczaste ochraniacze na przedramionach, pytając Nohorna, czy zna tego przybysza. Nohorn zaprzecza, a siedzący obok niego szczupły, ciemnowłosy mężczyzna o delikatnych rysach twarzy, wielkich czarnych oczach i szpiczastych uszach, będący półkrwi elfem o imieniu Civril, zaczyna głośno szydzić z Geralta. Civril nazywa go albinosem, mutantem oraz wybrykiem natury, który nie powinien wchodzić do szynków między porządnych ludzi.
Krępy i ogorzały mężczyzna o imieniu Tavik, który ma włosy zaplecione w warkocz, mierzy Geralta złym spojrzeniem zmrużonych oczu i mówi, że już go gdzieś widział. Nohorn lekceważy to i próbuje sprowokować wiedźmina do walki z Civrilem z powodu doznanej obrazy, sugerując, że wieczór jest bardzo nudny, lecz Geralt spokojnie odmawia. Piętnastka również próbuje go sprowokować, pytając z rechotem, czy wiedźmin wyzwie go do walki, jeśli ten wyleje mu na głowę rybią polewkę. Nohorn ucisza Piętnastkę, zaznaczając, że skoro wiedźmin odmówił, to na razie należy odpuścić, po czym nakazuje Geraltowi przedstawić sprawę i odejść, zanim wyrzuci go obsługa lokalu. Wiedźmin powtarza, że nie ma im nic do powiedzenia i chce rozmawiać wyłącznie z Dzierzbą, czyli z Renfri. Na te słowa Nohorn spogląda na bliźniaków, a ci postępują krok do przodu, brzęcząc srebrnymi klamerkami wysokich butów. W tym momencie Tavik przypomina sobie, że widział Geralta przed domem wójta, kiedy ten przywiózł na handel potwora będącego krzyżówką pająka z krokodylem, a ludzie zebrani wokół rozmawiali, że to wiedźmin. Civril wyjaśnia kompanom, że wiedźmin to najemny czarownik i kuglarz działający za garść srebrników, stanowiący obrazę praw ludzkich i boskich, którego powinno się spalić. Tavik ze złością zazgrzyta zębami i stwierdza, że nie lubią czarowników, po czym przewiduje, iż będą mieli w miasteczku więcej roboty, ponieważ tacy jak oni trzymają się razem. Civril kontynuuje złośliwości pod adresem Geralta, pytając z uśmiechem, kto płodzi takie dziwolągi. Wiedźmin ze spokojem odpowiada, sugerując, że matka półelfa musiała dostatecznie często chodzić sama po lesie, co daje Civrilowi powody do rozważań nad własnym pochodzeniem. Słysząc to, Civril z uśmiechem odpowiada, że on przynajmniej znał swoją matkę, czego wiedźmin jako przedstawiciel swojej profesji nie może o sobie powiedzieć.
Geralt lekko blednie i zaciska wargi, co zauważa Nohorn, który głośno się śmieje i ponownie próbuje namówić ich na wyjście na dwór i walkę z mieczami. Gdy wiedźmin nie reaguje, Tavik nazywa go tchórzem, a Nohorn podburza Piętnastkę, udając oburzenie z powodu rzekomego obrażenia matki ich kompana, która powinna być traktowana jak świętość. Piętnastka ochoczo wstaje, odpina miecz i rzuca go na stół, po czym wypina pierś, poprawia najeżone srebrnymi ćwiekami ochraniacze na przedramionach, spluwa i postępuje do przodu, wyzywając Geralta na walkę na pięści. Geralt kładzie dłoń na rękojeści swojego miecza i ostrzega przeciwnika, że kolejny krok sprawi, iż będzie szukał własnej ręki na podłodze. Na to ostrzeżenie Nohorn i Tavik zrywają się z miejsc, łapiąc za broń, a milczący bliźniacy synchronicznie dobywają swoich mieczy jednakowymi ruchami. Piętnastka cofa się ze strachu, a jedynym, który pozostaje nieruchomy na ławie, jest Civril.
W tym momencie sytuację przerywa kobiecy głos, pytający z wściekłością, co się tutaj wyrabia i dlaczego kompania nie może zostać sama ani na chwilę. Geralt odwraca się bardzo powoli i dostrzega dziewczynę o oczach koloru morskiej wody, która wzrostem prawie mu dorównuje. Ma ona słomkowe, nierówno obcięte włosy sięgające nieco poniżej uszu. Stoi oparta jedną ręką o drzwi, ubrana w obcisły aksamitny kaftaniki ściągnięty ozdobnym pasem oraz asymetryczną spódnicę, która z lewej strony sięga łydki, a z prawej odsłania mocne udo ponad cholewą wysokiego buta z łosiowej skóry. Przy lewym boku nosi miecz, a przy prawym sztylet z wielkim rubinem w głowicy. Nohorn bąka pod nosem, że to wiedźmin, który chciał z nią rozmawiać, a Piętnastka i Tavik dodają ze złością, że to nielubiany przez nich czarownik. Dziewczyna uspokaja swoich ludzi i pozwala Geraltowi na rozmowę, nakazując kompanom dalszą zabawę bez awantur ze względu na jutrzejszy dzień targowy, aby ich wybryki nie zakłóciły jarmarku w tym miłym miasteczku. Civril zaczyna cicho i paskudnie chichotać, drwiąc ze słów o ważnym wydarzeniu, lecz dziewczyna natychmiastowo i ostro nakazuje mu się zamknąć, co półelf czyni bez zwłoki. Geralt nie dziwi się tej reakcji, ponieważ w głosie dziewczyny zadźwięczało coś bardzo dziwnego, co kojarzyło się z czerwonym odblaskiem pożaru na ostrzach, wyciem mordowanych ludzi, rżeniem koni oraz zapachem krwi, co sprawia, że nawet ogorzała twarz Tavika pokrywa się bladością.
Dziewczyna, nazywana Renfri, proponuje wiedźminowi wyjście do większej izby, aby dołączyć do czekającego tam wójta. Caldemeyn stoi przy kontuarze, przerywa cichą rozmowę z karczmarzem, prostuje się, splata ręce na piersi i twardo oświadcza dziewczynie, że wie od Geralta o jej urazie do miejscowego czarodzieja. Ostrzega ją, że od rozstrzygania takich sporów są sądy grodzkie lub kasztelańskie, a każdy, kto na Łukomorzu szuka pomsty za pomocą żelaza, jest uznawany za zwykłego zbójcę. Wójt stawia jej ultimatum, żądając, aby wczesnym rankiem opuściła Blaviken wraz ze swoją czarną kompanią, grożąc w przeciwnym razie wsadzeniem do jamy w sposób prewencyjny. W odpowiedzi Renfri wyjmuje z sakiewki przy pasie kilkakrotnie złożony pergamin i każe go wójtowi przeczytać, o ile jest piśmienny, zakazując mu jednocześnie nazywania jej panienką. Caldemeyn długo czyta dokument, po czym bez słowa przekazuje go Geraltowi, który czyta go na głos. Tekst jest oficjalnym pismem od króla Audoena, który ogłasza wszem i wobec, że Renfri jako księżniczka creydeńska pozostaje w jego służbie i jest mu miła, w związku z czym królewski gniew ściągnie na siebie każdy, kto czyniłby jej wstręty. Wiedźmin zauważa na głos, że słowo opisujące trudności zostało napisane z błędem jako wstrenty, jednak potwierdza, że pieczęć królewska wygląda na autentyczną.
Renfri wyrywa pergamin i potwierdza, że pieczęć postawił król Audoen, będący ich miłościwym panem, dlatego odradza wójtowi czynienie jej jakichkolwiek przeszkód, gdyż skutki mogą być opłakane. Podkreśla, że na razie nie naruszyła żadnego prawa, więc wójt nie ma możliwości wsadzenia jej do jamy ani mówienia do niej per panienko. Sfrustrowany Caldemeyn wygląda, jakby chciał splunąć, i przysięga na wszystkich bogów, że jeśli dziewczyna złamie prawo choćby o piędź, zamknie ją w lochu razem z tym dokumentem, po czym wzywa Geralta do odejścia. Renfri zatrzymuje wiedźmina, dotykając jego ramienia i prosząc o jeszcze jedno słowo. Wójt oddala się, rzucając przez ramię ostrzeżenie, aby Geralt nie spóźnił się na kolację, ponieważ jego żona Libusze będzie wściekła, na co wiedźmin obiecuje, że się nie spóźni.
Geralt opiera się o kontuar zajazdu, bawi się zawieszonym na szyi medalionem z paszczą wilka i patrzy w niebiesko-zielone oczy dziewczyny. Renfri wyjawia, że słyszała o białowłosym wiedźminie Geralcie z Rivii i pyta, czy Stregobor jest jego przyjacielem. Gdy Geralt zaprzecza, dziewczyna stwierdza, że to upraszcza sprawę. Wiedźmin odpowiada jednak, że nie upraszcza to sytuacji zbyt mocno, ponieważ nie zamierza bezczynnie się wszystkiemu przyglądać. Renfri ze zwężonymi oczami odgarnia z czoła nierówno obcięte włosy i oświadcza cicho, że Stregobor umrze następnego dnia, dodając, iż byłoby mniejszym złem, gdyby zginął wyłącznie on sam. Geralt zauważa, że zanim dojdzie do śmierci czarodzieja, zginie najprawdopodobniej jeszcze kilka innych osób, gdyż nie widzi innej możliwości rozwoju wypadków. Dziewczyna odpowiada, że określenie kilka osób to bardzo skromne stwierdzenie ze strony wiedźmina. Geralt nazywa ją Dzierzbą i zaznacza, że słowa nie są w stanie go zastraszyć, na co dziewczyna reaguje prośbą, aby jej tak nie nazywać, gdyż tego nie lubi. Informuje go, że ona widzi zupełnie inne możliwości rozwiązania sytuacji, które warto byłoby przedyskutować. Przerywa jednak rozmowę, zauważając, że na wiedźmina czeka Libusze, i pyta z ironią, czy kobieta ta jest chociaż ładna. Gdy Geralt pyta, czy to wszystko, co miała mu do przekazania, Renfri zaprzecza, lecz nakazuje mu już iść ze względu na czekającą na niego małżonkę wójta.
ROZDZIAŁ 4
Wiedźmin Geralt orientuje się, że w jego izdebce na stryszku znajduje się intruz, zanim jeszcze podchodzi do drzwi, ponieważ wyczuwa wyraźne wibracje swojego medalionu. Gasi kaganek służący mu do oświetlania schodów, wyciąga sztylet z cholewy buta i chowa go z tyłu za pasem, po czym naciska klamkę. W pomieszczeniu panuje ciemność, która jednak nie stanowi przeszkody dla wzroku wiedźmina. Geralt przekracza próg celowo powolnym oraz ospałym krokiem, zamyka za sobą drzwi, a w kolejnej sekundzie wykonuje potężny skok, rzucając się na postać siedzącą na jego łóżku. Przygniata intruza do pościeli, wbijając mu lewe przedramię pod brodę i sięga po sztylet, lecz nie wyciąga broni, ponieważ uświadamia sobie, że sytuacja wygląda zupełnie inaczej, niż przypuszczał.
Osobą ukrytą w pokoju okazuje się Renfri, która leży nieruchomo i stłumionym głosem zauważa z ironią, że choć liczyła się z gwałtownym powitaniem, nie spodziewała się tak szybkiego znalezienia się razem w łóżku. Prosi Geralta o zdjęcie ręki z jej gardła, dając mu do wyboru zejście z niej i rozmowę lub pozostanie w dotychczasowej pozycji pod warunkiem, że pozwoli jej się rozebrać z butów. Wiedźmin wybiera pierwszą opcję, na co dziewczyna wstaje z westchnieniem, poprawia włosy oraz spódnicę i prosi o zapalenie świecy, ponieważ sama nie widzi w ciemnościach tak dobrze jak on. Wysoka, szczupła i zwinna Renfri podchodzi do stołu, siada i wyciąga przed siebie nogi w wysokich butach. Nie posiada przy sobie żadnej widocznej broni, wyjmuje natomiast podróżny bukłaczek oraz dwa skórzane kubki, proponując Geraltowi wspólne picie za jego zdrowie. Wiedźmin reaguje chłodno, przypominając, że jest już prawie północ, i zwraca się do niej słowami, w których nazywa ją Dzierzbą. Dziewczyna gwałtownie podnosi głowę i ze złością zakazuje mu używania tego przydomku, pozwalając jednocześnie na pomijanie jej książęcego tytułu.
Geralt ucisza ją, by nie obudziła domowników, i pyta o powód wkradnięcia się przez okno. Renfri odpowiada, że poruszała się po dachach w celu omówienia planu ocalenia miasteczka Blaviken przed zapowiadaną rzezią. Wiedźmin uważa tę rozmowę za bezcelową, ponieważ Stregobor pozostaje bezpieczny w swojej wieży, a jego oblężenie doprowadziłoby do złamania prawa, w wyniku czego król Audoen cofnąłby swoją ochronę, a wójt, straż miejska oraz całe miasteczko wystąpiliby przeciwko niej. Renfri z drapieżnym uśmiechem lekceważy to ostrzeżenie, argumentując, że jej doskonale wyszkoleni ludzie bez trudu poradziliby sobie z niezdarnymi strażnikami potykającymi się o własne halabardy. Gdy Geralt zapawia, że jako mieszkaniec domu wójta stanie w razie potrzeby u jego boku, dziewczyna przyznaje mu rację, lecz zauważa, że wiedźmin będzie walczył sam, ponieważ reszta mieszkańców ukryje się w piwnicach. Podkreśla przy tym, że nie ma na świecie wojownika, który zdołałby pokonać siedmiu wyszkolonych szermierzy, gdyż żaden człowiek nie jest w stanie tego dokonać.
Pragnąc uniknąć wzajemnego straszenia, Renfri przedstawia dwie osoby, które mogą zapobiec rozlewowi krwi. Pierwszą z nich jest sam Stregobor, który musiałby dobrowolnie opuścić wieżę, aby mogła zabrać go na pustkowie, co pozwoliłoby miasteczku powrócić do apatii i szybko zapomnieć o całej sprawie. Choć Geralt wątpi w szaleństwo maga, dziewczyna wyjawia zamiar postawienia mu tak zwanego tridamskiego ultimatum, którego szczegóły i naturę zachowuje jednak w tajemnicy jako swój sekret. Wiedźmin powątpiewa w skuteczność tych działań, przypominając, że Stregoborowi na samą myśl o niej dzwonią zęby, więc propozycja musiałaby być niezwykle potężna. Geralt domyśla się, że drugą osobą zdolną zatrzymać rzeź jest sama Renfri, która mogłaby wykazać się książęcą lub nawet królewską wielkodusznością i porzucić plany zemsty, co dziewczyna kwituje głośnym śmiechem.
Renfri wspomina swoje dawne, luksusowe życie księżniczki w Creyden, gdzie posiadała wszystko, czego zapragnęła, w tym liczną służbę na każde zawołanie, piękne sukienki, buty, batystowe majtki, klejnoty, bułanego kucyka, złote rybki w basenie, a także wielki domek dla lalek, który był większy niż obecna izba Geralta. Sytuacja ta zmieniła się całkowicie w dniu, gdy Stregobor wspólnie z jej macochą Arideą wydali łowczemu rozkaz wywiezienia jej do lasu, zamordowania oraz przyniesienia im jej serca i wątroby. Łowczy zlitował się nad nią i puścił ją wolno, lecz wcześniej brutalnie ją zgwałcił oraz okradł z kolczyków i złotego diademiku. Wydarzenie to zapoczątkowało pasmo nieszczęść, głodu, brudu, przemocy oraz konieczności oddawania się przypadkowym mężczyznom za miskę zupy lub dach nad głową. Renfri opowiada o utracie swoich pięknych, jedwabistych włosów sięgających daleko poniżej pośladków, które po zarażeniu się wszami zostały ostrzyżone przy samej skórze nożycami do strzyżenia owiec i nigdy nie odrosły prawidłowo. Przez lata ucieczki musiała kraść i zabijać, aby przeżyć, a także znosić pobyty w lochach śmierdzących uryną pod ciągłym naciskiem ze strony macochy i czarodzieja, którzy nasyłali morderców, rzucali uroki oraz próbowali ją otruć jabłkiem z wyciągiem z pokrzyku. Z opresji uratował ją wówczas gnom, podając jej środek wykrztuśny, po którym poczuła się, jakby wywracała się na drugą stronę niczym pończocha.
Dziewczyna potwierdza domysły Geralta, że pomocny gnom był jednym z siedmiu członków grupy z Mahakamu, i zauważa, że humanoidzi traktowali ją znacznie lepiej niż większość ludzi. Wyznaje, że z czasem sama stała się myśliwym, a Aridea miała szczęście, umierając we własnym łóżku, ponieważ Renfri przygotowała dla niej specjalny plan tortur, który teraz zamierza zrealizować na czarodzieju poprzez urwanie mu głowy lub obu nóg. Pyta wiedźmina, czy Stregobor zasłużył na śmierć, na co Geralt odpowiada, że nie jest sędzią, lecz wiedźminem. Wtedy Renfri precyzuje swoją propozycję, wskazując Geralta jako drugą osobę zdolną zapobiec tragedii. Ponieważ mag ufa wiedźminowi i wpuści go do wieży, Geralt mógłby zabić go szybko, niespodziewanie i bezboleśnie jednym pchnięciem znienacka, co dziewczyna uznaje za mniejsze zło oraz najlepsze rozwiązanie dla wszystkich stron. Oferuje mu za ten czyn każdą ilość złota w granicach rozsądku, argumentując, że Stregobor jest potworem i okrutnikiem gorszym od bezrozumnej kikimory, która zabija wyłącznie z głodu. Geralt stanowczo odmawia, powtarzając, że nie jest najemnym zbirem.
Renfri przyjmuje odmowę z uśmiechem, opiera się o krzesło i kładzie nogi na stole, nie przenosząc spódnicy w celu ukrycia ud. Przypomina mu o jego roli obrońcy ludzi przed złem i pyta o przyczyny działań Stregobora oraz Aridei. Gdy dziewczyna zaczyna tłumaczyć ich motywacje chęcią pozbycia się prawowitej dziedziczki tronu na rzecz dzieci z morganatycznego związku, Geralt przerywa jej, wyjaśniając, że pyta o kwestię rzekomego przekleństwa i skażenia w łonie matki. Renfri na krótką chwilę staje się smutna, bezbronna i załamana. Przyznaje, że sama nie wie, czy jest potworem, ponieważ funkcjonuje jak zwykły człowiek, odczuwając ból przy skaleczeniu, krwawiąc co miesiąc, doświadczając bólów brzucha z przejedzenia czy bólów głowy po alkoholu, a śpiewa w chwilach radości i przeklina w smutku. Zabija jedynie tych, których nienawidzi, i domaga się ostatecznej odpowiedzi, na co Geralt ponownie odpowiada przecząco, lekceważąc jej poważne ostrzeżenia o strasznych skutkach odmowy.
Renfri pyta, czy Stregobor również prosił go o morderstwo i czy spotkał się z taką samą odmową. Gdy wiedźmin potwierdza, tłumacząc to swoim brakiem wiary w mniejsze zło, dziewczyna przedstawia własną filozofię. Twierdzi, że obok zła i większego zła istnieje także bardzo wielkie zło, które potrafi chwycić człowieka za gardło i zmusić go do dokonania tragicznego wyboru, odbierając mu możliwość samodzielnego decydowania, czy tego chce, czy nie. Geralt ignoruje te rozważania filozoficzne i ponawia żądanie, aby dziewczyna porzuciła zemstę i opuściła Blaviken, udowadniając magowi jego pomyłkę i pokazując, że nie jest nieludzkim demonem. Renfri odpowiada opowieścią o wolnym kmieciu, który przygarnął ją na początku tułaczki i brutalnie ją bił za każdym razem, gdy odmawiała mu współżycia. Pewnej nocy dziewczyna poderżnęła mu gardło przy użyciu kosy, a słuchając jego charczenia i obserwując wierzganie nóg, poczuła całkowitą ulgę od bólu oraz wielkie szczęście, co powtarzało się przy każdym kolejnym zabójstwie. Geralt pozostaje nieugięty i zapowiada, że nie dopuści do morderstwa czarodzieja w miasteczku, a dziewczyna odjedzie jutro żywa, tak jak nakazał wójt.
Renfri, patrząc na wirujący medalion wiedźmina, wyraża głęboki żal nad jego losem, przepowiadając mu samotność na zakrwawionym bruku z powodu braku umiejętności dokonania wyboru, za co nagrodą będzie jedynie potępienie i kamienie ze strony ludzi. Na chwilę zapada w dziwny stan, szepcząc, że jest jej zimno, lecz Geralt wyrywa ją z tego letargu, mocno ściskając swój amulet. Dziewczyna budzi się zdziwiona i wystraszona, po czym ostro deklaruje wygraną wiedźmina i zapowiada swój poranny wyjazd z Blaviken, obiecując, że nigdy tu nie wróci. Następnie zmienia nastrój na kpiący i figlarny, dopija resztki z flaszki i odmawia opuszczenia pokoju przez stromy dach w ciemnościach z obawy przed potłuczeniem swojego delikatnego ciała. Wprost sugeruje chęć spędzenia nocy z Geraltem i pyta, czy domyśli się jej intencji.
Geralt reaguje uśmiechem, a Renfri żartuje, że wiedźmin boi się losu wspomnianego wolnego kmiecia, po czym zapewnia, że nie ma przy sobie nic ostrego. Każe mu ściągnąć swoje buty w celu sprawdzenia cholew, jako najlepszego miejsca na ukrycie noża. Bosa dziewczyna wstaje, rozpina klamrę pasa i zdejmuje ubranie, udowadniając, że nie ma przy sobie żadnej broni, po czym nakazuje zgasić świecę. Na zewnątrz w ciemnościach słychać głośno darcie się kota. Rozdział kończy się krótką wymianą zdań w mroku, podczas której Geralt pyta o batystową bieliznę, a Renfri z dumą i złością potwierdza jej obecność, przypominając o swoim prawdziwym, książęcym pochodzeniu.
ROZDZIAŁ 5
Rozdział rozpoczyna się od monotonnego narzekania Marilki, która dopytuje swojego ojca, wójta Caldemeyna, kiedy pójdą na jarmark. Caldemeyn ucisza córkę, wycierając talerz chlebem, i zwraca się do Geralta z pytaniem, czy nowigradzka kompania ostatecznie wynosi się z miasteczka. Wiedźmin potwierdza ich wyjazd. Wójt przyznaje, że nie spodziewał się tak łatwego obrotu spraw, ponieważ opieczętowany przez króla Audeona pergamin dawał przybyszom pełną ochronę, a on sam w rzeczywistości nic nie mógłby im zrobić, nawet gdyby otwarcie złamali prawo i wywołali bijatykę. Caldemeyn wyjaśnia, że król Audoen jest niezwykle drażliwym władcą, który z byle powodu posyła na szafot, a wójt ma żonę, córkę oraz dobrą posadę, więc cieszy się z opuszczenia miasta przez bandę. Pyta Geralta, jak do tego doprowadził. Marilka ponownie domaga się wyjścia na jarmark, co skłania Caldemeyna do wezwania żony Libusze, aby zabrała dziewczynkę z kuchni.
Wójt dzieli się informacjami, które zdobył od Setnika, karczmarza z zajazdu Złoty Dwór, na temat nowigradzkiej kompanii, określając ich jako niebezpieczną zgraję, w której rozpoznano konkretne osoby. Mężczyzna z blizną na twarzy to Nohorn, dawny przyboczny Abergarda z tak zwanej wolnej kompanii angreńskiej. Potężny osiłek nazywany Piętnastką również należał do tej grupy, a jego przydomek z pewnością nie wynikał z piętnastu dobrych uczynków. Z kolei czarniawy półelf Civril to zbój i zawodowy morderca, który według pogłosek brał udział w masakrze w Tridam. Caldemeyn opowiada Geraltowi przebieg tych wydarzeń sprzed trzech lat, kiedy Marilka miała dwa latka. Baron z Tridam więził wówczas w lochu zbójców, a ich towarzysze, w tym prawdopodobnie Civril, opanowali podczas Święta Nis pełen pątników prom rzeczny i zażądali uwolnienia uwięzionych kamratów. Gdy baron odmówił, bandyci zaczęli po kolei mordować pielgrzymów, zabijając ponad dziesięć osób, zanim urzędnik uległ i wypuścił więźniów. Po tym wydarzeniu baronowi groziło wygnanie lub ścięcie, ponieważ część ludzi potępiała go za uległość po tak wielkiej liczbie ofiar, inni zaś uważali, że popełnił bardzo wielkie zło i należało wystrzelać napastników z kusz razem z zakładnikami lub przeprowadzić szturm na łodziach. Baron bronił się przed sądem stwierdzeniem, że wybrał mniejsze zło, ratując pozostałe na promie kobiety i dzieci, których łącznie było ponad ćwierć setki.
Słysząc tę opowieść, Geralt przypomina sobie słowa Renfri o tridamskim ultimatum i uświadamia sobie, że dziewczyna go oszukała i jej kompania wcale nie zamierza wyjechać. Wiedźmin tłumaczy wójtowi, że bandyci planują zmusić Stregobora do opuszczenia wieży poprzez mordowanie bezbronnych ludzi na jarmarku, a otoczony murami rynek stanie się dla mieszkańców śmiertelną pułapką. Przerażona krzykiem ojca Marilka tuli się w kącie kuchni i zaczyna płakać. Libusze krzyczy do męża, że przed wiedźminem ostrzegała i że przynosi on samo zło. Geralt nalega na natychmiastowe działanie, żądając powołania strażników i schwytania bandytów w momencie wyjścia z zajazdu, zanim na rynek wejdą pierwsi ludzie. Caldemeyn odmawia, argumentując, że nie może podjąć bezprawnych działań przeciwko osobom, które jeszcze niczego nie przeskrobały. Wójt obawia się, że zawodowi mordercy wyrżną jego ludzi, a on sam zapłaci głową przed królem Audoenem, jeśli cała historia z Tridam okaże się jedynie nieprawdziwą plotką. Proponuje zebranie straży i pilnowanie bandy bezpośrednio na targu, lecz Geralt odrzuca ten pomysł, twierdząc, że po wejściu tłumu na plac nie uda się zapobiec panice oraz rzezi, dlatego napastników trzeba unieszkodliwić na pustym rynku. Geralt krzyczy, że należy wybrać mniejsze zło, jednak Caldemeyn jako wójt kategorycznie zabrania mu jakichkolwiek działań, nakazuje zostawić miecz i się zatrzymać. Rozdział kończy się głośnym krzykiem przerażonej Marilki, która zakrywa dłońmi swoją twarz.
ROZDZIAŁ 6
Civril, przysłaniając oczy dłonią, obserwuje słońce wychodzące zza drzew, podczas gdy rynek w miasteczku zaczyna się ożywiać przez turkoczące wozy, rozkładających towary przekupniów oraz odgłosy stukającego młotka, piejącego koguta i wrzeszczących mew. Piętnastka zauważa w zadumie, że zapowiada się piękny dzień, na co Civril reaguje milczeniem, a Nohorn upewnia się u Tavika, że konie są osiodłane i gotowe do drogi. Piętnastka nagle dostrzega wiedźmina, który nadchodzi od strony głównej uliczki i zmierza prosto w ich kierunku, przechodząc między straganami. Civril stwierdza, że Renfri miała rację, po czym bierze kuszę od Nohorna, napina cięciwę przydeptując stopą strzemiączko i starannie układa bełt w rowku. Gdy Geralt zbliża się na odległość około czterdziestu kroków, półelf unosi broń i nakazuje mu się zatrzymać, na co wiedźmin reaguje pytaniem o miejsce pobytu Renfri. Mieszaniec odpowiada, że dziewczyna przebywa pod wieżą, gdzie składa czarownikowi pewną propozycję, oraz dodaje, że wiedziła o przybyciu Geralta i nakazała przekazać mu dwie rzeczy. Pierwszą z nich jest posłanie, w którym Renfri oznajmia, że jest tym, czym jest, i każe wiedźminowi wybierać między nią a mniejszym złem. Geralt potakuje głową, po czym wyciąga błyszczący miecz zza prawego barku i rusza powoli w stronę grupy. Civril oznajmia paskudnie i złowrogo, że dziewczyna przewidziała taki obrót wydarzeń, i zapowiada przekazanie drugiej rzeczy prosto między oczy, po czym unosi kuszę do policzka w panującej wokół ciszy.
Półelf zwalnia cięciwę kuszy, lecz wiedźmin machnięciem miecza odbija lecący bełt w locie, który po zderzeniu z metalem wydaje przeciągły jęk, leci w górę koziołkując i sucho trzaska o dach, po czym zadudnił w rynnie. Zaskoczony Piętnastka stęka, że wiedźmin odbił pocisk w locie, a Civril natychmiast wydaje rozkaz zwarcia szyku ramię do ramienia z najeżonymi ostrzami. Geralt przyspiesza bieg, a jego płynny i miękki chód przechodzi w bieg po zacieśniającej się spirali wokół grupy. Tavik nie wytrzymuje napięcia i rusza na spotkanie, skracając dystans, a za nim skaczą bliźniacy, co powoduje całkowite rozbicie spójności grupy, mimo ostrzegawczych krzyków Civrila. Tavik próbuje wyhamować, widząc, że wiedźmin nagle mija go z lewej strony w przeciwnym kierunku, lecz Geralt zdąża zadać mu silny cios tuż ponad biodrem, po którym ranny mężczyzna upada na kolana i zaczyna głośno krzyczeć. Bliźniacy Vyr i Nimir próbują jednocześnie zaatakować pędzący czarny kształt, lecz wpadają na siebie, zderzają się barkami i tracą rytm. Geralt natychmiast to wykorzystuje, tnąc Vyra przez całą szerokość piersi, przez co ten zgina się wpół i upada na stragan z warzywami, natomiast Nimir otrzymuje cios w skroń, wiruje w miejscu i bezwładnie wpada do rynsztoka. Wśród uciekających przekupniów i przewracanych straganów wzbija się kurz oraz krzyk, a Tavik po bezskutecznej próbie podniesienia się ostatecznie upada. Nohorn i Piętnastka próbują zajść wiedźmina, lecz Piętnastka zostaje uderzony w brzuch oraz pod ucho w bok szyi, po czym bezwładnie zwala się na wózek z rybami, który toczy się po bruku pokrytym srebrzącymi się łuskami. Civril i Nohorn uderzają jednocześnie z dwóch stron, lecz Geralt paruje oba ciosy, odpychając silnym uderzeniem Nohorna, a następnie zadaje mu głębokie cięcie przez twarz, symetryczne do jego starej blizny. Civril próbuje zaatakować oburącz z półobrotu po przeskoczeniu towarzysza, lecz chybia, a wiedźmin przecina mu ramię po wewnętrznej stronie powyżej łokcia, w wyniku czego półelf upada na kolana i zamiera w kałuży krwi pośród kapusty, obwarzanków i ryb.
Na rynek wkracza wolnym, kocim krokiem Renfri, wymijając wózki i stragany, co natychmiast ucisza tłum ludzi zgromadzony w uliczkach. Geralt stoi nieruchomo z opuszczonym mieczem, a dziewczyna zatrzymuje się w odległości dziesięciu kroków, odsłaniając krótką kolczugę noszoną pod kaftanikiem. Renfri zauważa, że wiedźmin dokonał wyboru, i pyta, czy jest pewien jego słuszności. Geralt z wysiłkiem odpowiada, że w Blaviken nie dojdzie do drugiego Tridam, na co dziewczyna wybucha śmiechem i wyjawia prawdę o zachowaniu Stregobora. Czarodziej wyśmiał jej propozycję, oświadczając, że może wymordować całe miasteczko wraz z okolicznymi wsiami, a on i tak nie opuści wieży ani nikogo, łącznie z wiedźminem, do niej nie wpuści. Renfri przyznaje otwarcie, że oszukała Geralta, ponieważ oszukiwanie przez całe życie było jej sposobem na przetrwanie, kiedy wymagała tego sytuacja. Geralt żąda, aby odeszła, lecz dziewczyna zwinnie wyciąga miecz i odrzuca jego prośbę, twierdząc, że skoro on dokonał wyboru, teraz kolej na nią. Jednym ostrym ruchem zrywa spódnicę z bioder i owija ją wokół lewego przedramienia, ignorując próbę złożenia przez wiedźmina magicznego Znaku, przed którym chroni ją odporność na magię. Dziewczyna podkreśla, że oboje are tym, czym są, i nie mogą postąpić inaczej, po czym rusza do ataku rozkołysanym krokiem z uniesionym mieczem. Renfri atakuje, maskując uderzenia machaniem spódnicą, lecz Geralt unika materiału i paruje jej cięcia, próbując bezskutecznie wytrącić jej broń przy pomocy młyńca. Dziewczyna kontratakuje, mierząc w twarz wiedźmina, rzuca mu spódnicę prosto w oczy i zadaje cios z półobrotu, raniąc go ostrzem przez pierś. Mimo silnego bólu Geralt zachowuje rytm walki, wykonuje szybką fintę i wyprowadza atak z dołu, rozcinając końcem miecza odsłonięte udo oraz pachwinę przeciwniczki. Renfri bez krzyku upada na kolano i bok, wypuszczając broń z rąk, podczas gdy z jej rany obficie płynie krew na ozdobny pas, buty i brudny bruk. Dziewczyna zwija się w kłębek, skarży się na zimno i prosi Geralta o objęcie, lecz wiedźmin nie odpowiada. Renfri nieruchomieje z policzkiem na kamieniach, a z jej martwiejących palców wysuwa się wąski sztylet skrywany dotąd pod ciałem.
Po chwili będącej wiecznością na rynku pojawia się Stregobor, który zbliża się pośpiesznie, postukując laską o bruk, i oznajmia, że widział całą walkę w swoim kryształowym zwierciadle. Czarodziej w czarnej, powłóczystej szacie pochyla się nad ciałem martwej Renfri, nazywając ją zupełnie nieżywą Dzierzbą, i nakazuje wiedźminowi sprowadzić wózek w celu zabrania zwłok do wieży na sekcję. Geralt reaguje na tę propozycję furią, wyciąga szybko miecz i przysięga, że jeśli mag chociaż dotknie dziewczyny, jego głowa poleci na bruk. Przerażony Stregobor odskakuje, macha laską i krzyczy, że wiedźmin jest ranny i w szoku, lecz wobec stanowczego oporu rezygnuje, dodając z wściekłością, że Geralt nigdy nie zyska pewności co do jej natury. Czarodziej zapowiada natychmiastowy powrót do Koviru i proponuje wiedźminowi wspólny wyjazd, zauważając, że okoliczni mieszkańcy widzieli w nim jedynie brutalnego zabójcę, po czym odchodzi szparkim krokiem. Zgromadzony w uliczkach tłum zaczyna gęsto rzucać w Geralta kamieniami, przed którymi wiedźmin broni się za pomocą magicznego Znaku tworzącego niewidzialny, obły pancerz odpychający pociski na boki. Wójt Caldemeyn podchodzi do Geralta i głośnym rykiem ucisza rozwścieczonych ludzi, po czym wskazuje na rozrzucone po placu nieruchome ciała i pyta, czy tak właśnie wygląda wybrane przez niego mniejsze zło. Upewniwszy się, że rana wiedźmina nie jest poważna, wójt nakazuje mu natychmiastowe opuszczenie miasteczka i kategorycznie zabrania mu kiedykolwiek tutaj wracać.
BOHATEROWIE
Występujące bezpośrednio:
- Geralt z Rivii – główny bohater utworu, białowłosy wiedźmin trudniący się zabijaniem potworów za pieniądze, który przybywa do Blaviken z truchłem kikimory i ostatecznie stacza na rynku krwawy pojedynek z bandą Renfri.
- Renfri (nazywana Dzierzbą) – creydeńska księżniczka stojąca na czele zbójeckiej bandy, która pragnie krwawej zemsty na Stregoborze, oszukuje wiedźmina i ostatecznie ginie w pojedynku z nim na blavikeńskim rynku.
- Stregobor (podający się za Mistrza Iriona) – wysoki, chudy i zgarbiony czarodziej mieszkający w granitowej wieży w Blaviken, który bezskutecznie nakłania Geralta do zabicia ścigającej go Renfri.
- Caldemeyn – mały i pękaty wójt miasteczka Blaviken, który gości Geralta w swoim domu, bezskutecznie próbuje uniknąć konfliktu zbrojnemu, a po bitwie nakazuje wiedźminowi na zawsze opuścić miasto.
- Setnik – karczmarz w zajeździe Złoty Dwór, który przyjmuje złoto od przybyszów i przekazuje wójtowi informacje o tożsamości członków tej niebezpiecznej nowigradzkiej kompanii.
- Nohorn – należący do bandy Renfri szermierz z twarzą zniekształconą dużą blizną oraz dawny przyboczny Abergarda, który ginie od miecza wiedźmina podczas walki na rynku.
- Vyr – jeden z identycznych, milczących bliźniaków ubranych w obcisłą czarną skórę ze srebrnymi ozdobami, który zostaje zabity przez Geralta głębokim cięciem przez całą szerokość piersi.
- Nimir – drugi z bliźniaków walczących w bandzie Renfri, który ponosi śmierć na blavikeńskim rynku w wyniku uderzenia mieczem w skroń.
- Piętnastka – spocony, półnagi osiłek z kolczastymi ochraniaczami na przedramionach, który bezskutecznie wyzywa Geralta na walkę na pięści, a później zostaje przez niego zabity i spada na wózek z rybami.
- Civril – złośliwy półelf i zawodowy morderca należący do kompanii Renfri, który strzela do wiedźmina z kuszy, po czym zostaje śmiertelnie ranny w pojedynku pośród straganów.
- Tavik – krępy, ogorzały szermierz z włosami zaplecionymi w warkocz, który jako pierwszy rusza do walki z Geraltem na placu i zostaje powalony silnym cięciem powyżej biodra.
- Nosikamyk – miejski strażnik trzymający partyzanę, który otrzymuje rozkaz utopienia ciała kikimory w gnojówce i podsuwa pomysł, aby najpierw pokazać potwora miejscowemu czarodziejowi.
- Marilka – mała córka wójta Caldemeyna, która monotonnie dopytuje ojca o wyjście na zapowiadaną jarmark i zaczyna płakać z powodu krzyków dorosłych.
- Libusze – żona wójta Caldemeyna, która otwarcie okazuje niechęć do wiedźmina, zabiera córkę z kuchni i po bitwie oskarża Geralta o przynoszenie samego zła.
- Dragomir – trzyletni syn rybaka Trigli, który siedzi na progu chałupy i zaczyna głośno płakać, wpatrując się w przejeżdżającego obok wiedźmina.
- Naga blondynka – jasnowłosa dziewczyna niosąca koszyk pełen jabłek, która okazuje się być jedynie doskonałą iluzją stworzoną przez czarodzieja w jego magicznym sadzie.
Tylko wspomniane
- Trigla – lokalny rybak z Blaviken oraz ojciec trzyletniego Dragomira.
- Karelka – jeden ze strażników miejskich, do których wójt Caldemeyn zwraca się z rozkazem uprzątnięcia truchła kikimory sprzed swojej chałupy.
- Borg – strażnik miejski z Blaviken, którego wójt wywołuje wraz z pozostałymi kompanami przed podjęciem decyzji o wizycie w wieży czarodzieja.
- Idi – król Koviru, na którego dworze doszło do dawnego spotkania Geralta ze Stregoborem, zakończonego wygnaniem wiedźmina z kraju bez zapłaty za zabicie amfisbeny.
- Zavist – czarodziej i konfrater Stregobora, który na dworze króla Idiego publicnie nazywał Geralta szarlatanem, bezmyślną machiną do mordowania oraz ścierwojadem.
- Eltibald – mag, który odczytał dawne przepowiednie i zapoczątkował prześladowania dziewcząt urodzonych po zaćmieniu słońca, ogłaszając teorię o Przekleństwie Czarnego Słońca.
- Lilit (czczona jako Niya) – bóstwo ze Wschodu, którego rychły powrót i zagładę rasy ludzkiej miało utorować sześćdziesiąt niewiast w złotych koronach napełniających rzeki krwią.
- Silvena – pani na Naroku urodzona po zaćmieniu słońca, do której czarodziejom nigdy nie udało się zbliżyć i która przejęła krwawą władzę w swoim kraju.
- Fialka – córka Eyermira, która uciekła z izolującej jej wieży za pomocą sznura uplecionego z warkoczy i obecnie terroryzuje Północny Velhad.
- Eyermir – ojciec uciekinierki Fialki terroryzującej Północny Velhad.
- Bernika z Talgaru – dziewczyna urodzona po zaćmieniu słońca, której uwolnienie przez królewicza doprowadziło do masowych egzekucji na szubienicach w całym kraju.
- Królewicz ratujący Bernikę – młody człowiek, który uwolnił Bernikę z wieży, a obecnie siedzi oślepiony w lochu.
- Abrad (zwany Zadrzykiecka) – okrutny, stuletni władca Jamurlaku cierpiący na skrofuły, który wybił swoich krewnych i wyludnił połowę kraju w napadach niepoczytalnego gniewu.
- Fredefalk – książę creydeński oraz ojciec Renfri, o którego otrucie nowej małżonki podejrzewa się jego pierworodną córkę i który zginął w dziwnym wypadku na polowaniu.
- Aridea – mądra księżna creydeńska i macocha Renfri, która za pomocą Zwierciadła Nehaleni przepowiedziła swoją śmierć, sprowadziła czarodzieja i nasyłała na pasierbicę morderców.
- Łowczy – wynajęty przez Arideę zbir, który miał zamordować młodą Renfri w lesie, lecz zamiast tego zgwałcił ją, obrabował i został przez nią zabity szpilką od broszki wbitą w mózg.
- Gnom – jeden z siedmiu humanoidów z Mahakamu, z którymi Renfri napadała na kupców na drogach i który uratował dziewczynę przed trucizną za pomocą emetyku.
- Królewicz ze wschodu – młody człowiek, który odnalazł Renfri zamkniętą w bryle kryształu górskiego w szybie kopalni gnomów i wydał mnóstwo pieniędzy na jej odczarowanie.
- Stary rozbójnik – ojciec królewicza ze wschodu, który ukarał syna laniem i zamierzał torturować nagą Renfri na katowskiej ławie w celu wyjawienia miejsca ukrycia skarbów.
- Najstarszy syn starego rozbójnika – brat królewicza ze wschodu, który asystował przy torturach Renfri, a nazajutrz przejął władzę jako sierota i mianował dziewczynę swoją pierwszą faworytą.
- Abergard – dowódca wolnej kompanii angreńskiej, w której w przeszłości służył szermierz Nohorn.
- Baron z Tridam – urzędnik, który odmówił uwolnienia uwięzionych zbójców, lecz uległ i wypuścił ich z lochu dopiero po tym, jak kamraci Civrila zamordowali na promie ponad dziesięciu pątników.
- Audoen – król, którego autentyczna pieczęć na liście żelaznym Renfri zapewniała dziewczynie oficjalną ochronę prawną przed uwięzieniem ze strony wójta Caldemeyna.